Dlaczego potrzebujemy obrazów, które niczego nie narzucają?
Obraz jako przestrzeń oddechu
Żyjemy w świecie, który nieustannie czegoś od nas chce.
Uwagi. Reakcji. Decyzji. Opinii.
Wchodząc do kolejnych przestrzeni — domów, biur, kawiarni — często spotykamy obrazy, które mówią zbyt głośno. Opowiadają historię, której nie chcemy słuchać. Narzucają emocję, tempo albo znaczenie.
A przecież są momenty, w których najbardziej potrzebujemy… ciszy.
Nie obrazu, który tłumaczy.
Nie obrazu, który prowadzi.
Ale obrazu, który pozwala być.
Sztuka, która nie dominuje
W moim malarstwie coraz częściej myślę o obrazie jak o przestrzeni regulującej.
Czymś pomiędzy ścianą a oddechem.
Nie interesuje mnie narracja ani symbol wprost.
Interesuje mnie to, co dzieje się pomiędzy warstwami:
rytmem, powtórzeniem, miękkością gestu.
Obraz nie musi być punktem centralnym wnętrza.
Czasem jego siła polega na tym, że nie domaga się uwagi, a jednak ją zatrzymuje.
Dlaczego abstrakcja koi?
Abstrakcja nie podaje gotowych odpowiedzi.
Nie mówi, co masz poczuć.
Nie interpretuje świata za Ciebie.
Daje coś znacznie cenniejszego:
bezpieczną przestrzeń projekcji.
Każdy może zobaczyć w niej coś innego.
Albo nic — i to też jest w porządku.
W świecie nadmiaru bodźców, abstrakcyjny obraz staje się jak spokojna tafla wody.
Można się w niej przejrzeć.
Albo po prostu przy niej odpocząć.
Obraz jako obecność
Coraz częściej myślę o obrazie nie jako o „dziele”, ale jako o obecności w przestrzeni.
Czymś, co:
nie przyspiesza,
nie ocenia,
nie dominuje.
Jest.
I pozwala Tobie też po prostu być.
Dlatego moje prace często wracają do podobnych form, rytmów i gestów.
Nie dlatego, że szukam stylu.
Ale dlatego, że szukam stanu.
Stanu, który można poczuć, wchodząc do pomieszczenia.
Nie od razu.
Ale po chwili.
Na zakończenie
Być może nie każdy obraz musi coś opowiadać.
Być może nie każdy musi zachwycać.
Niektóre obrazy są po to, żeby oddychać razem z nami.
I właśnie takie chcę tworzyć.
Painting as a Space for Breath
We live in a world that constantly asks something of us.
Attention. Reaction. Decisions. Opinions.
As we move through different spaces — homes, offices, cafés — we often encounter artworks that speak too loudly.
They tell stories we do not want to hear.
They impose emotion, pace, or meaning.
And yet there are moments when what we need most is… silence.
Not an image that explains.
Not an image that leads.
But an image that allows us simply to be.
Art That Does Not Dominate
In my painting practice, I increasingly think of an artwork as a regulating space —
something suspended between the wall and the breath.
I am not interested in direct narrative or explicit symbols.
What draws me in is what happens between the layers:
rhythm, repetition, softness of gesture.
A painting does not have to be the focal point of an interior.
Sometimes its strength lies in the fact that it does not demand attention —
and yet, it holds it.
Why Does Abstraction Calm Us?
Abstraction does not offer ready-made answers.
It does not tell you what to feel.
It does not interpret the world on your behalf.
Instead, it gives something far more valuable:
a safe space for projection.
Everyone can see something different within it.
Or nothing at all — and that, too, is perfectly fine.
In a world overloaded with stimuli, an abstract painting becomes like a calm surface of water.
You can see yourself reflected in it.
Or simply rest beside it.
Painting as Presence
More and more, I think of painting not as a “work,”
but as a presence within a space.
Something that:
does not rush,
does not judge,
does not dominate.
It simply is.
And it allows you to be as well.
That is why my works often return to similar forms, rhythms, and gestures.
Not because I am searching for a style —
but because I am searching for a state.
A state you can sense upon entering a room.
Not immediately.
But after a moment.
In Closing
Perhaps not every painting needs to tell a story.
Perhaps not every one needs to impress.
Some paintings exist simply to breathe alongside us.
And those are the ones I want to create.